poniedziałek, 2 marca 2026

drugi dzień marca

 zaczął się od malowniczej mgły. Z okna widziałam mniej więcej tyle:




Po pracy wyrwałam się na pół godzinki na ogród. Wiosna kiełkuje w przebiśniegach


i kwitnie w leszczynach.





Z zimy pozostała na sośnie dzięciola kuźnia :klik:


Wracałam do domu o zachodzie słońca.


Na jakimś przekaźniku telefonicznym czy czymś usiadła pustułka - prawie mogę się założyć, że to mój Sebastian. 


Powoli wschodził księżyc.


niedziela, 1 marca 2026

rozmarzające starorzecze

 Zaczął się marzec, a starorzecze ciągle pod lodem.

W tafli lodu odbijają się białe topole - drzewa królowej zimy.

Schodzę nad sam brzeg. Szukam wiosny. 

Obudziły się bazie, obudziły się bobry.



A poza tym tylko szarobure, zimowe szuwary. Palki wodne, trzciny.








Utonęłam w błocie po kostki. 

niedziela, 22 lutego 2026

o (roślinnych) wąsach

 W mojej kuchni w starym koszyku po babci spod Chełma stoją dwie doniczki. W jednej była wężownica, a w drugiej paprotka. 

"Była" to bardzo adekwatne określenie. Albowiem paprotka postanowiła przenieść się do wężownicy.


Zrobiła to za pomocą wąsa. Tego wąsa.



I ten wąs był moim natchnieniem. Nasypałam ziemi do kubeczków po jogurcie (w dnie zrobiłam dziurki na odprowadzenie wody), wstawiłam kubeczki do doniczek z paprotkami


i zagrzebałam w kubeczkach wąsy wyrastające z paprotek, przytrzymując je zagiętymi drucikami. 



Dam znać, jak powiodło się sadzonkowanie paprotek z wąsów.

sobota, 21 lutego 2026

a zima trzyma

 Dziś obudziło mnie słońce i szczygły na zabalkonnym modrzewiu.



Termometr pokazywał zaledwie  minus trzy. W podblokowym ogródku


spod śniegu dzielnie sterczały listki krokusów

i łebki ranników.




Stwierdziłam że co mi tam, idę nad Wisłę.
Kilka zdjęć z drogi dla tych, co już mają przedwiośnie i zapomnieli, co to śnieg:




Port zamarznięty.

Wisła też.


Tylko przy samym moście chyba rozwalili lód, zwykle go tam kruszą, żeby nie uszkodził mostu.


Poza tym zimno, biało i wiosny prawie ani śladu. Prawie, bo lód jednak pęka.



Z  ptaków głównie gawrony.


Kilka kormoranów przeleciało mi nad głową


poćwierkało parę sikorek, przemknęła jakaś siwa czapla, ale w takich krzakach, że aparat nie dał rady. Mignęło mi stadko gilów, ale też w krzaczorach.



Wysoko pod niebem całe stado myszołowów jak kropeczki, chyba w sumie kilkanaście




i wydawałoby się, że więcej nic. Tylko po drugiej stronie zamarzniętej Wisły przemknął On. Jest centralnie w środku zdjęcia niżej, leci nad żółtawą kępą jakichś chabazi. Taka szara kropka.




Leciał, leciał, i wylądował. Też daleko. Przy drugim brzegu na kawałku kry.



Podejrzewam, że to bielik. 


Także ten, pozdrowienia od zimy i od symbolu narodowego.