zaczął się od malowniczej mgły. Z okna widziałam mniej więcej tyle:
Po pracy wyrwałam się na pół godzinki na ogród. Wiosna kiełkuje w przebiśniegach
i kwitnie w leszczynach.
czyli o rzeczach godnych zauważenia, zwłaszcza w kontekście spaceru.
zaczął się od malowniczej mgły. Z okna widziałam mniej więcej tyle:
Po pracy wyrwałam się na pół godzinki na ogród. Wiosna kiełkuje w przebiśniegach
i kwitnie w leszczynach.
Zaczął się marzec, a starorzecze ciągle pod lodem.
W tafli lodu odbijają się białe topole - drzewa królowej zimy.
Schodzę nad sam brzeg. Szukam wiosny.
Obudziły się bazie, obudziły się bobry.
W mojej kuchni w starym koszyku po babci spod Chełma stoją dwie doniczki. W jednej była wężownica, a w drugiej paprotka.
"Była" to bardzo adekwatne określenie. Albowiem paprotka postanowiła przenieść się do wężownicy.
Dziś obudziło mnie słońce i szczygły na zabalkonnym modrzewiu.