Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2026

po zaśnieżonym parku

 zaśnieżoną aleją

dobrnęłam do zaśnieżonego parku.





śnieg trochę sypał, trochę prószył


na chwilę, ale dosłownie na chwilę, wyjrzało słońce


a ja podziwiałam gawrony i kawki



stado gołębi


i jednego kosa.


Śniegu było wystarczająco dużo, ale nie jakoś strasznie dużo.







I już myślałam, że wszystko się przed śniegiem i w śniegu pochowało, kiedy zobaczyłam wiewiórę


i dzięcioła, chyba średniego, ale uciekł, zanim dał się zidentyfikować.


Wydeptując ścieżkę w śniegu zeszłam na dolny park.


I tu niemal uderzyłam zmarzniętym nosem w równie zmarzniętą wiewiórę.



Zrobiłam jej całą serię zdjęć, zagadując przyjacielsko wcale nie pod nosem, zanim zdecydowała się przerwać konsumpcję i odwrócić się do mnie ogonem.

Zeszłam nad zamarznięte starorzecze.








Tam przywitał mnie tylko mały, brązowy strzyżyk, ale uciekł za szybko dla migawki. Za to w nadbrzeżnych krzakach zdybałam kowalika



i parę sikor ubogich czy czarnogłowych, dla mnie to jeden pies, przepraszam, jedna sikora. Były tak schowane w gałęziach, że nie wiem, czy je widać. Tu widać gruby sikorzy brzuszek:


a tu łepek:


Bogatka tam nawet nie usiłowała się chować.


Było na tyle zimno, że zdecydowałam się wracać. 


Po drodze zatrzymała mnie kalina, jak czerwone światło :)




i już na blokowisku - kilka zaiste zimowych pojazdów :)))



niedziela, 7 września 2025

superktoś

 I znowu polazłam na spacer koło ZDUNGu.


Dziś nad chmielnikami latały ogromne stada gołębi





które przy bliższym poznaniu okazały się grzywaczami - chyba już zbierającymi się do odlotu.




Towarzyszyły im znacznie mniejsze stada szpaków






oraz parę sierpówek i sójek.


A także jeden młody łoś.

Łoś wyszedł na spacer na rżysko z rezerwatu.





Pobrykał, pobrykał, i wrócił do lasu.


W trawie zaczaił się zając. Wystawił tylko uszy


A w miejsce łosia-superktosia w cieniu rezerwatu zaczaiła się sarenka. Ledwie-ledwie widoczna.


Zupełnie inny kształt zwierzaka. 

Pierwszy raz aż tak długo widziałam łosia na wolności. Zdarzało się, że wyszedł, przeszedł ulicę tuż przed maską samochodu i znikł. Albo na moment zamajaczył w krzakach. Ten dziś wykonał popisowy taniec - no ok, nie przed moim nosem, miałam dobry aparat, no. Ten sam łoś zrobiony telefonem na maksymalnym zumie to zaledwie plamka.



Dlatego wolę aparat. :)