Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałac. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 października 2026

pierwszy spacer emerytki

 do parku, jak szanującym się emerytom przystało.



Przywitałam pawie



którym już zaczynają odrastać ogony. Pozachwycałam się okolicznościami przyrody








popodziwiałam kamienne pantery w jesiennej szacie






Przeszłam się schodami tarasowymi, o których więcej tutaj :klik:





Ktoś widzi ostatniego motyla?


Taki trochę podarty...



Łażąc tak i rozpływając się w zachwytach wymyśliłam sobie czelendż: znajdź po drodze wszystkie możliwe klony. Pod nogami


nad głową


i na wysokości wzroku.


Znalazłam ich strrrrasznie dużo i będzie o tym osobny wpis. 

Znalazłam też starorzecze




z dwoma łabędziami







Nad starorzeczem rośnie białodrzew, taka topola, udająca mallorny.


I jeszcze kilka obrazeczków jesiennych.



Na horyzoncie zawiślański kościół w Górze Puławskiej, o którym więcej tu :klik:



A tu zdjęcie mniej więcej tego samego: aparatem


i telefonem:

Nie pytajcie mnie, które zdjęcie jest bardziej realistyczne.

Czelendż zakończony sukcesem, ale o tym może jutro. Na koniec bukiet uzbieranych przy okazji czelendżu liści:


niedziela, 10 sierpnia 2025

przez pszenicę - spacery dwa

 Spacer pierwszy: za ZDUNG. Przez mostek


obok motylka, chyba taka zdarta rusałka ceik


i obok kilku łysek


i całej masy krzyżówek.



Szłam sobie i szłam, obok mnie pszenica

nade mną bociany



na dachu ZDUNGu całe stado makolągw



a myszołów wyraźnie miał na nie chrapkę.




Pszenica



chmiel


jabłka


i chmury nad głową



i ni żywego ducha, tylko stadka makolągw.


Zaczęło padać i uciekłam do domu. Reaktywację spaceru podjęłam po południu, udając się tym razem do parku. 



Szukając choć trochę spokoju (tym razem spacerowiczów tłum, pogoda się wyraźnie poprawiła), zeszłam na dolne ogrody wielkimi kamiennymi schodami obok Świątyni Sybilli.









Schody są już nieco zdezelowane - od pokoleń każdej śnieżnej zimy robią w parku za zaimprowizowaną trasę zjazdową dla saneczkarzy, narciarzy i zjeżdżających na byle czym. Czego nie zdemolowali zjeżdżacze, rozmył deszcz, porosła trawa. I tak właśnie wyglądają piękne kamienne schody. Nie znalazłam w internetach żadnych dawniejszych zdjęć. Może były częścią "dzikiej promenady", może tylko wstępem do niej. 
 

Schodzę do starorzecza.


Witają mnie kurki wodne - szare, bez godowej czerni. 


Przechodzę przez mostek i znowu tonę w pszenicy.



Maszeruję przez chwilę tą wyciśniętą przez maszyny koleiną.


Potem wracam nad starorzecze. Nad pszenicznym polem wznosi się parkowy pałac.


Starorzecze kryje się w tym pasie krzaków pomiędzy pałacem a polem.


A na starorzeczu kryje się perkozek. Dobrze się kryje.




Ja się kryłam słabiej, okrzyczała mnie sójka, wyśmiał zielony dzięcioł. To wystarczyło, żeby perkozek znikł. 

A pod nogami mięta nadwodna - pachnie wprost upojnie.


A nad wodą łączeń baldaszkowaty. Teraz piszą: baldaszkowy.



A to nasienniki kosaćca żółtego. Imponujące.


A to bodaj jakiś kruszczyk - jeden z naszych storczyków. Ten już przekwitł


a ten dopiero ma pączki. 


Sprawdzam gugla i obiecuję sobie przyjść za parę dni, żeby złapać tego kruszczyka? na kwitnieniu i potwierdzić lub zdementować jego storczykową tożsamość. 

Na pożegnanie ze spacerem jeszcze kurki wodne



wieczorna kąpiel

i spać - w dziurę między trzcinami.



A słońce coraz niżej i już ucieka


jakby pokłuło się na zabłąkanej jednej jedynej tu szczeci, obraziło się i szło do domu


na pożegnanie zostawiając na pałacowych ścianach misterne freski.