Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mieszkanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mieszkanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 września 2026

rozmnażam

 paprocie przez wąsy.

O pierwszej próbie wąsowania paproci pisałam tu :klik:, ale z tej próby nic nie wyszło. Kubeczki po jogurcie są za małe, żeby utrzymać w nich stałą wilgotność na rozsądnym poziomie, poza tym ustawione wysoko w doniczkach wiszących na ścianie nie ułatwiają kontroli wilgotności. Zrobiłam to zatem inaczej. Na stole pod wiszącą na ścianie paprotką postawiłam doniczkę z sansewierią i skierowałam do niej kilka paprociowych wąsów wiszących z góry. 


Po jakimś czasie na wąsach zaczęły się pokazywać takie zgrubienia





Jeszcze trochę czasu i trochę wody, a zgrubienia zaczęły się widocznie zaokrąglać







aż wreszcie rozwinęły się w normalne paprociowe liście.



Jak młode paprotki będą mieć po trzy listki każda, przesadzę je do oddzielnych doniczek. 

Czyli: paprotkowe wąsy w sprzyjających (wilgotnych) warunkach najpierw grubieją, potem zaokrąglają się, a potem wyrasta z nich paprotkowy liść, u którego nasady rozwija się młoda roślinka. Co było do udowodnienia. :)

środa, 22 kwietnia 2026

o kiełkach i kiełkownicach

 Mniej więcej od połowy lutego do połowy maja moje kuchenne okno staje się polem uprawnym. 


Wysiewam standardowo rzeżuchę, rzodkiewkę, gorczycę, buraczki, czasem mieszanki typu mieszanka ostra/łagodna i takie tam standardziki


a w tym roku siałam także nasturcję, kozieradkę, ogórecznik, rukolę, a nawet sałatę. Niespodziankę sprawiła mi nasturcja. Okazało się, że po ścięciu


które zabiłoby większość roślin uprawianych na kiełki, nasturcja sobie najspokojniej w świecie odrasta - i to nawet kilka razy.


Niżej jest czosnek uprawiany na szczypiorek w mieszance z buraczkami


a tu jeden czosnek i trzy cebulki.


Cebulki rosną w takiej oto kiełkownicy.


Mniejsze  kiełki rosną na tackach lub w takim trzypiętrowym ustrojstwie:




Zrobiłam rozgrzanym gwoździem otwory wentylacyjne w ściankach tacek i roślinki dużo lepiej rosną.


Natomiast tej kiełkownicy nie polecam:



Wszystko mi w niej albo usycha, albo gnije.

W miarę nadchodzenia wiosny i zwiększania intensywności nasłonecznienia kryte kiełkownice przestają się sprawdzać, bo roślinki po prostu się w nich gotują. Wtedy wkraczają tacki. W tym roku pierwszy raz na tacki kładłam włókninę




i u mnie się sprawdza.



Włóknina ma tylko jedną wadę: nieciekawy kolor. Dlatego pod baranka wielkanocnego tradycyjnie sieję rzeżuchę na talerzyku wyścielonym ligniną.




Wygląda na zadowolonego. :)))

A ja zamierzam jeść kiełki do połowy maja.

niedziela, 22 lutego 2026

o (roślinnych) wąsach

 W mojej kuchni w starym koszyku po babci spod Chełma stoją dwie doniczki. W jednej była wężownica, a w drugiej paprotka. 

"Była" to bardzo adekwatne określenie. Albowiem paprotka postanowiła przenieść się do wężownicy.


Zrobiła to za pomocą wąsa. Tego wąsa.



I ten wąs był moim natchnieniem. Nasypałam ziemi do kubeczków po jogurcie (w dnie zrobiłam dziurki na odprowadzenie wody), wstawiłam kubeczki do doniczek z paprotkami


i zagrzebałam w kubeczkach wąsy wyrastające z paprotek, przytrzymując je zagiętymi drucikami. 



Dam znać, jak powiodło się sadzonkowanie paprotek z wąsów.

czwartek, 29 maja 2025

co słychać na parapecie?

 Ano, zakwitła mi sansewieria. O sansewieriach pisałam tu :klik:. 

Któregoś dnia zaglądam ja sobie na parapet, a tu taki kwiatek. Nie kwiatek, pączek:



Po tygodniu pączek wyglądał już tak:


Natomiast po kolejnym tygodniu wężownica mi zakwitła.



Kwiatki delikatnie pachniały i były oblepione słodkawym sokiem. Całość kwitła może z kolejny tydzień-dwa. Pojedyncze kwiatki po przekwitnieniu opadały.

Tymczasem moje dwie inne sansewierie, które zakupiłam głęboką zimą, zaczęły dawać oznaki życia:



Sama jestem ciekawa, co dalej. :)

wtorek, 25 czerwca 2024

sansewieria

 Sansewieria (swoją srogą,  nazwa pochodzi od San Severo, nazwy miejsca, z którego pochodził jakiś ważny dla nazywacza roślinki człek - dosłownie San Severo to święty srogi, względnie północny :) zwana też wężownicą (bo podobno przypominała komuś skórę węża) albo złośliwie językiem teściowej (że długi i ostry jak jej liście) :P mieszka ze mną od kilku ładnych lat. Jest to roślinka niespecjalnie wymagająca, wytrzymująca dużo, a zatem mieszka w takich miejscach, w których kilka kwiatków przed nią mi już, niestety, zdechło.


Sansewierii jest kilka odmian, mogą mieć liście zielone w ciapki bez krawędzi w innym kolorze lub z jasną krawędzią. Moja to bodaj sansewieria gwinejska. Z krawędzią w jasnej żółci. Poza podlewaniem góra raz na tydzień nie wymaga specjalnego cackania się.


Podobno można sansewierię rozmnażać z kawałków liścia i ja to kiedyś wypróbuję (i dam znać). Zamierzam także zweryfikować, czy podczas mnożenia z liści potrafi zaniknąć ozdobna krawędź. Ale to w przyszłości. 

Podobno wężownice czasem kwitną, mojej się jeszcze nie zdarzyło. Jak zakwitnie, dam znać. Na razie rozmnażam ją z sukcesem przez odrosty. Mam już dwoje samodzielnych dzieci od mojej pierwszej wężownicy. 

Każda szanująca się wężownica od czasu do czasu wypuszcza jakiś odrost.


Na początku jest malutki, ale stale rośnie.


Jak już dorasta do wielkości mamy (zwykle jednym liściem), można go oddzielić.


Wyciąga się roślinę z doniczki


odcina odrost (musi, ale to _musi_ mieć kilka własnych korzeni)


i wsadza się roślinki w dwie osobne już doniczki.


Po jakimś czasie odrost wypuści kolejne listki i zacznie produkować własne odrosty. Niekoniecznie trzeba je oddzielać, jeśli nie chce się szybko produkować kolejnych sansewierii, ale wtedy doniczka z czasem się wypełni i może nawet od rosnących odrostów popękać. Można wtedy wyjąć roślinę z doniczki i sobie porozmnażać. Albo posadzić młody odrost, a starą część wyrzucić. 



No i ma się wtedy takie coś jak na rysunku wyżej. :)