Mniej więcej od połowy lutego do połowy maja moje kuchenne okno staje się polem uprawnym.
Wysiewam standardowo rzeżuchę, rzodkiewkę, gorczycę, buraczki, czasem mieszanki typu mieszanka ostra/łagodna i takie tam standardziki
a w tym roku siałam także nasturcję, kozieradkę, ogórecznik, rukolę, a nawet sałatę. Niespodziankę sprawiła mi nasturcja. Okazało się, że po ścięciu
a tu jeden czosnek i trzy cebulki.
Cebulki rosną w takiej oto kiełkownicy.
Mniejsze kiełki rosną na tackach lub w takim trzypiętrowym ustrojstwie:
Zrobiłam rozgrzanym gwoździem otwory wentylacyjne w ściankach tacek i roślinki dużo lepiej rosną.
Natomiast tej kiełkownicy nie polecam:
Wszystko mi w niej albo usycha, albo gnije.
W miarę nadchodzenia wiosny i zwiększania intensywności nasłonecznienia kryte kiełkownice przestają się sprawdzać, bo roślinki po prostu się w nich gotują. Wtedy wkraczają tacki. W tym roku pierwszy raz na tacki kładłam włókninę
i u mnie się sprawdza.
Włóknina ma tylko jedną wadę: nieciekawy kolor. Dlatego pod baranka wielkanocnego tradycyjnie sieję rzeżuchę na talerzyku wyścielonym ligniną.
Wygląda na zadowolonego. :)))
A ja zamierzam jeść kiełki do połowy maja.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę jakoś podpisywać komentarze.