środa, 22 kwietnia 2026

o kiełkach i kiełkownicach

 Mniej więcej od połowy lutego do połowy maja moje kuchenne okno staje się polem uprawnym. 


Wysiewam standardowo rzeżuchę, rzodkiewkę, gorczycę, buraczki, czasem mieszanki typu mieszanka ostra/łagodna i takie tam standardziki


a w tym roku siałam także nasturcję, kozieradkę, ogórecznik, rukolę, a nawet sałatę. Niespodziankę sprawiła mi nasturcja. Okazało się, że po ścięciu


które zabiłoby większość roślin uprawianych na kiełki, nasturcja sobie najspokojniej w świecie odrasta - i to nawet kilka razy.


Niżej jest czosnek uprawiany na szczypiorek w mieszance z buraczkami


a tu jeden czosnek i trzy cebulki.


Cebulki rosną w takiej oto kiełkownicy.


Mniejsze  kiełki rosną na tackach lub w takim trzypiętrowym ustrojstwie:




Zrobiłam rozgrzanym gwoździem otwory wentylacyjne w ściankach tacek i roślinki dużo lepiej rosną.


Natomiast tej kiełkownicy nie polecam:



Wszystko mi w niej albo usycha, albo gnije.

W miarę nadchodzenia wiosny i zwiększania intensywności nasłonecznienia kryte kiełkownice przestają się sprawdzać, bo roślinki po prostu się w nich gotują. Wtedy wkraczają tacki. W tym roku pierwszy raz na tacki kładłam włókninę




i u mnie się sprawdza.



Włóknina ma tylko jedną wadę: nieciekawy kolor. Dlatego pod baranka wielkanocnego tradycyjnie sieję rzeżuchę na talerzyku wyścielonym ligniną.




Wygląda na zadowolonego. :)))

A ja zamierzam jeść kiełki do połowy maja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę jakoś podpisywać komentarze.