stałą ostatnio trasą za starorzeczem. Dzisiejszy spacer miał dwa cele. :) Po pierwsze, chciałam sprawdzić, czy maj naprawdę jest "żółtym" miesiącem - jak próbuje mnie przekonać Ola :) - pozdrawiam! Po drugie, chciałam sprawdzić, czy są już jakieś wiosenne pisklęta.
Maj przywitał mnie zielenią.
OK, z odrobiną żółtego.
Szłam wąską ścieżką przez zieleń
Ścieżka zrobiła się ciut szersza, ale nie mniej zielona.
Kaczorki z zielonymi, nie żółtymi łebkami.
Ważki też jakby zielone.
Czy tu jest coś żółtego?
Kurki wodne. Znowu same duże.
O, żółciaki na wierzbie. Te huby, znaczy.
I (stosunkowo) żółte - w końcu! - cztery kacze pisklaki.
I żółte grążele.
Po dłuuuugim szukaniu znalazłam łabędzia. Pana łabędzia. Podobno pani łabędziowa wylądowała u ptasiego weterynarza i mam nadzieję, że nie skończyło się to ptasią eutanazją. W każdym razie pan łabędź pozostał sam. Co dalej - zobaczymy.
Podobno na starorzeczu jest jeszcze jedna łabędziowa para. I może zobaczymy w tym roku pisklaki.
Na pociechę - mazurkowe pisklęta wylęgnięte w mojej ogrodowej budce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę jakoś podpisywać komentarze.