zaśnieżoną aleją
dobrnęłam do zaśnieżonego parku.
śnieg trochę sypał, trochę prószył
na chwilę, ale dosłownie na chwilę, wyjrzało słońce
a ja podziwiałam gawrony i kawki
stado gołębi
i jednego kosa.
Śniegu było wystarczająco dużo, ale nie jakoś strasznie dużo.
I tu niemal uderzyłam zmarzniętym nosem w równie zmarzniętą wiewiórę.
Zeszłam nad zamarznięte starorzecze.
i parę sikor ubogich czy czarnogłowych, dla mnie to jeden pies, przepraszam, jedna sikora. Były tak schowane w gałęziach, że nie wiem, czy je widać. Tu widać gruby sikorzy brzuszek:
a tu łepek:
Bogatka tam nawet nie usiłowała się chować.
Było na tyle zimno, że zdecydowałam się wracać.
Po drodze zatrzymała mnie kalina, jak czerwone światło :)
i już na blokowisku - kilka zaiste zimowych pojazdów :)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę jakoś podpisywać komentarze.