Wiem wiem, od ostatniego wpisu minął prawie miesiąc, ale całą jesień przechorowałam, a potem było zimno, a potem były święta - i tak zeszło.
A dziś byłam w porcie.
Było koło 14.00, czyli jak na początek stycznia wieczór.
W jedynym niezamarzniętym kawałku portu całe stado ptactwa. Czapla siwa
i czapla biała
Na jednym z nielicznych zacumowanych w porcie stateczków przysiadł zimorodek - cudeńko płomiennozielone.
Poszłam wzdłuż brzegu Wisły.
Port zamarznięty na amen
Na głównym nurcie kra
i gągoły.
Słońce już bardzo, bardzo nisko. A wysoko na drzewie - wrona.
U nas nie ma wron, ta przeleciała z drugiej strony Wisły. Bo u nas może jest mróz, ale śniegu nie ma.
Jest za to kos:
Wracam, bo zimno strasznie. Na pożegnanie ostatnia czapla:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę jakoś podpisywać komentarze.