poniedziałek, 5 stycznia 2026

mroźny spacer do portu

 Wiem wiem, od ostatniego wpisu minął prawie miesiąc, ale całą jesień przechorowałam, a potem było zimno, a potem były święta - i tak zeszło. 

A dziś byłam w porcie.


Było koło 14.00, czyli jak na początek stycznia wieczór.

W jedynym niezamarzniętym kawałku portu całe stado ptactwa. Czapla siwa




i czapla biała




i zatrzęsienie mew.



Na jednym z nielicznych zacumowanych w porcie stateczków przysiadł zimorodek - cudeńko płomiennozielone.


Poszłam wzdłuż brzegu Wisły.

Port zamarznięty na amen


Na głównym nurcie kra


i gągoły.



Słońce już bardzo, bardzo nisko. A wysoko na drzewie - wrona.


U nas nie ma wron, ta przeleciała z drugiej strony Wisły. Bo u nas może jest mróz, ale śniegu nie ma.


Jest za to kos:

Wracam, bo zimno strasznie. Na pożegnanie ostatnia czapla:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę jakoś podpisywać komentarze.