niedziela, 22 lutego 2026

o (roślinnych) wąsach

 W mojej kuchni w starym koszyku po babci spod Chełma stoją dwie doniczki. W jednej była wężownica, a w drugiej paprotka. 

"Była" to bardzo adekwatne określenie. Albowiem paprotka postanowiła przenieść się do wężownicy.


Zrobiła to za pomocą wąsa. Tego wąsa.



I ten wąs był moim natchnieniem. Nasypałam ziemi do kubeczków po jogurcie (w dnie zrobiłam dziurki na odprowadzenie wody), wstawiłam kubeczki do doniczek z paprotkami


i zagrzebałam w kubeczkach wąsy wyrastające z paprotek, przytrzymując je zagiętymi drucikami. 



Dam znać, jak powiodło się sadzonkowanie paprotek z wąsów.

sobota, 21 lutego 2026

a zima trzyma

 Dziś obudziło mnie słońce i szczygły na zabalkonnym modrzewiu.



Termometr pokazywał zaledwie  minus trzy. W podblokowym ogródku


spod śniegu dzielnie sterczały listki krokusów

i łebki ranników.




Stwierdziłam że co mi tam, idę nad Wisłę.
Kilka zdjęć z drogi dla tych, co już mają przedwiośnie i zapomnieli, co to śnieg:




Port zamarznięty.

Wisła też.


Tylko przy samym moście chyba rozwalili lód, zwykle go tam kruszą, żeby nie uszkodził mostu.


Poza tym zimno, biało i wiosny prawie ani śladu. Prawie, bo lód jednak pęka.



Z  ptaków głównie gawrony.


Kilka kormoranów przeleciało mi nad głową


poćwierkało parę sikorek, przemknęła jakaś siwa czapla, ale w takich krzakach, że aparat nie dał rady. Mignęło mi stadko gilów, ale też w krzaczorach.



Wysoko pod niebem całe stado myszołowów jak kropeczki, chyba w sumie kilkanaście




i wydawałoby się, że więcej nic. Tylko po drugiej stronie zamarzniętej Wisły przemknął On. Jest centralnie w środku zdjęcia niżej, leci nad żółtawą kępą jakichś chabazi. Taka szara kropka.




Leciał, leciał, i wylądował. Też daleko. Przy drugim brzegu na kawałku kry.



Podejrzewam, że to bielik. 


Także ten, pozdrowienia od zimy i od symbolu narodowego.

czwartek, 19 lutego 2026

szukanie przedwiośnia

 niemal jak ten gawron - może i ja się dogrzebię jakiej wiosny w śniegu? Poszłam w tym celu na spacer do parku.



Po drodze śnieg i poprószone białym pudrem łebki zeszłorocznych hortensji.


I park też caluśki w śniegu.



Nad głową resztki bukowych orzeszków - dawno już puste, same okrywy.


Nad głową mówiłam? Nie tylko.


Idę dalej. Po lewej mam Bramę Rzymską - takie niegdyś boczne wejście do parku, zbudowane od razu jako ruina, teraz zamknięte i wyłącznie ozdobne.





Brama Rzymska powstała podobno już przed rokiem 1929 i zawsze była taka powyrywana, miała być romantyczną ruiną. Wzorowana jest na rzymskich łukach triumfalnych. Najstarsze zdjęcia Bramy, jakie udało mi się odgrzebać, jest jakoś sprzed I wojny:
https://www.facebook.com/

a tu jest jeszcze wcześniejszy szkic:

https://polska-org.pl/

i rysunek z roku 1857:
https://polska-org.pl/


A taką Bramę Rzymską pamiętam z dzieciństwa:
(ze starej pocztówki)

A, jeszcze mapka. Otóż Brama Rzymska jest tu:
(googlemaps)


Dobra. Idę dalej. Zdumiona, że w parku panuje totalna cisza i nie widać ani jednego, dosłownie ani jednego ptaka.



Jest za to jedna wiewióra.



Udokumentowawszy jej obecność, przeszłam na drugą stronę parku. Pod tulipanowiec obsypany zeszłorocznymi nasiennikami



i nad skarpę.

O, druga wiewióra.

Nie wiem, czy śladem przedwiośnia są zeszłojesienne liście na południowym stoku skarpy. 


Czy rozmarzający strumyczek, co usiłował spływać w stronę starorzecza. 


O, ślady wiewióry:



Schodzę nad starorzecze.


Na nadbrzeżnej olsze ucieka mi z kadru czyżyk.


A starorzecze zamarznięte na kość.


Za nim biała połać pola.

W granicznych hm miedzowych krzakach - sikorka uboga.


I bogata. 


A na niebie, ooo - na niebie pierwszy w tym roku klucz dzikich gęsi. 






Czyli jednak przedwiośnie. Ale póki co, zmarzłam. Wracam.


Jeszcze po drodze jakiś dzwoniec w krzakach.


I przez krótką chwilę całkiem wiosenne bębnienie dzięcioła. Nawet go widziałam, ale za daleko na zdjęcie. Za to blisko pod nogami - pierwsze liście ziarnopłonów.


A wyżej zupełnie nieobjedzony klon. 


I może dlatego nad głową przeleciało mi całe stado gilów. Złapałam ostatniego.


I gawrony, co wyraźnie rozsiadły się na gałęziach parami.



Więc może rzeczywiście przedwiośnie?