sobota, 21 lutego 2026

a zima trzyma

 Dziś obudziło mnie słońce i szczygły na zabalkonnym modrzewiu.



Termometr pokazywał zaledwie  minus trzy. W podblokowym ogródku


spod śniegu dzielnie sterczały listki krokusów

i łebki ranników.




Stwierdziłam że co mi tam, idę nad Wisłę.
Kilka zdjęć z drogi dla tych, co już mają przedwiośnie i zapomnieli, co to śnieg:




Port zamarznięty.

Wisła też.


Tylko przy samym moście chyba rozwalili lód, zwykle go tam kruszą, żeby nie uszkodził mostu.


Poza tym zimno, biało i wiosny prawie ani śladu. Prawie, bo lód jednak pęka.



Z  ptaków głównie gawrony.


Kilka kormoranów przeleciało mi nad głową


poćwierkało parę sikorek, przemknęła jakaś siwa czapla, ale w takich krzakach, że aparat nie dał rady. Mignęło mi stadko gilów, ale też w krzaczorach.



Wysoko pod niebem całe stado myszołowów jak kropeczki, chyba w sumie kilkanaście




i wydawałoby się, że więcej nic. Tylko po drugiej stronie zamarzniętej Wisły przemknął On. Jest centralnie w środku zdjęcia niżej, leci nad żółtawą kępą jakichś chabazi. Taka szara kropka.




Leciał, leciał, i wylądował. Też daleko. Przy drugim brzegu na kawałku kry.



Podejrzewam, że to bielik. 


Także ten, pozdrowienia od zimy i od symbolu narodowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proszę jakoś podpisywać komentarze.