Dziś obudziło mnie słońce i szczygły na zabalkonnym modrzewiu.
Termometr pokazywał zaledwie minus trzy. W podblokowym ogródku
spod śniegu dzielnie sterczały listki krokusów
i łebki ranników.
Stwierdziłam że co mi tam, idę nad Wisłę.
Kilka zdjęć z drogi dla tych, co już mają przedwiośnie i zapomnieli, co to śnieg:
Port zamarznięty.
Wisła też.
Tylko przy samym moście chyba rozwalili lód, zwykle go tam kruszą, żeby nie uszkodził mostu.
Poza tym zimno, biało i wiosny prawie ani śladu. Prawie, bo lód jednak pęka.
Z ptaków głównie gawrony.
Kilka kormoranów przeleciało mi nad głową
poćwierkało parę sikorek, przemknęła jakaś siwa czapla, ale w takich krzakach, że aparat nie dał rady. Mignęło mi stadko gilów, ale też w krzaczorach.
Wysoko pod niebem całe stado myszołowów jak kropeczki, chyba w sumie kilkanaście
Podejrzewam, że to bielik.
Także ten, pozdrowienia od zimy i od symbolu narodowego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę jakoś podpisywać komentarze.