czyli niedzielny spacer taki:
Najpierw przez miasto
potem coraz bardziej poza miastem.
Dalej już nie ma miasta. Są tylko stare, zarośnięte sady.
I najbardziej pachnące, najsmaczniejsze jabłka świata.
A dalej już zaczyna się las.
Na trawie w pajęczynach perły wczorajszego deszczu
A potem coraz więcej lasu
z brzozami
korczypą eee czeremchą
wierzbami
i wszystkim innym :)
Jak mi ten las, jak mi ten mech paaaachniał...
Tu już prowadzi szlak wprowadzający na wąwozy. Ale ja muszę wracać... jeszcze tylko czerwończyk na drodze, jak czerwone światło
i w tył zwrot.
Do miasta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Proszę jakoś podpisywać komentarze.