poniedziałek, 8 lipca 2024

spacer do Gołębia

 Gołąb to taka mała miejscowość nad Wisłą, ze 12 km ode mnie na północ. Gołąb jest znany z bitwy z czasów potopu szwedzkiego, opisanej zresztą w "Potopie", z paru zabytków renesansowych, z muzeum dziwacznych rowerów i z (najbardziej intersującego mnie) rezerwatu Czapliniec. Da się tam z grubsza dojść wzdłuż Wisły. Wałem.

(googlemaps)

Zaczynam. Niebieski szlak, bardzo słabo oznakowany, podobno cały czas mi towarzyszy, ale widziałam go tylko na początku i na końcu trasy.


Wchodzę na wał. Wisła po lewej, po prawej jakieś krzaczory, na wale polowiec szachownica.


Ten motylek żyje sobie na wałach, nasypach kolejowych, przy leśnych drogach, na suchych stokach pagórków. Lubi fioletowe - te zajadały się nektarem ostów. Drugim przysmakiem polowców jest driakiew. Też fioletowa.


Motyle polowców latają od czerwca do sierpnia. Składają jajka na trawach, a wylęgnięte pod koniec lata gąsienice mają bojowe zadanie przetrwać zimę i przepoczwarzyć się do czerwca kolejnego roku.


Idę se dalej, idę, kwiatki kwitną


młode gąsiorki polują


łabędzie pływają...


Łabędzi na przywiślanych rozlewiskach było pełno. Młodych



i starszych też.


To bodaj ujście Kurówki do Wisły.


Grasowała przy nim czajka


śliczna czajka z czubkiem


i strasznie wrzeszczała. Tłumacząc na język ludzki z czajkowego hm... to raczej nie były komplementy pod moim adresem. Może miała gdzieś tu gniazdo? W każdym razie kazała mi się niezwłocznie zabierać.


Zabrałam się. 


Nad głową i w okolicach latało pełno różnych mew i rybitw, ale trzeba by chyba być snajperem, żeby zrobić którejś zdjęcie. 


A na jednym z rozlewisk...



drzewo.



Białe Drzewo Gondoru. :P


Mijam kolejne przywiślane rozlewisko po prawej stronie, czyli już za wałem - podobno prowadzi tam nawet jakaś dydaktyczna ścieżka ornitologiczna, ale po drugiej stronie niż ja. Może kiedyś ją odkryję, z czasem.

Na razie obserwuję bociany


i czaple. Siwe i białe

biała była stosunkowo daleko i rozmazała się. 


No i idę tak...


... idę...


... i jeszcze dalej idę... Po lewej Wisła


po prawej rozlewisko z czaplami, mewami i innym drobiem



aż w końcu dochodzę do terenów suchych.


Tu kończy się wał. Witam oznaczenie szlaku :)


I skręcam na szosę w kierunku Gołębia. Zaczynają się wsie i bocianie gniazda na słupach. W nich bocianki - młode, z czarnymi dziobami



Do gniazda leci rodzic. Z kępką siana w dziobie.





Najpierw siano, potem jedzenie. Teraz, młody, dziób. :)


Gniazd było kilka, w każdym przeciętnie dwójka małych


a czasem jeden stary. 

Podobno bocian tak się wygina przy zalecankach, ale na nie trochę późno, albo jak wita drugiego bociana. Drugiego w okolicy akurat nie było, hm, może witał mnie? :)


Nie wiem, co to za drób gniazdował kątem w bocianim gnieździe. 


Oprócz boćków ustrzeliłam makolągwę


i kilka jaskółek z cudacznie powywijanymi ogonkami



No i wybaczcie, ale w tym długaśnym wpisie Gołąb już na pewno się nie zmieści. Więc innym razem. :)

niedziela, 7 lipca 2024

zwiedzanie ziołownika

 Oto  moje ogrodowe herbarium. Mam, jak wszędzie, tak i w herbarzu, totalny bałagan. Wszystko rośnie gdzie chce i jak chce, jedno wrasta w drugie, zasiewa się samo na nie swojej grządce i rośnie tam w najlepsze, o, na przykład oregano.

To jest dzikie oregano, przyniesione z okolicznych łąk. Mam też ogrodowe, zakupione z etykietką, dużo bledsze, tu w towarzystwie kopru:


Oregano ścinam na początku kwitnienia, czyli jakoś teraz, suszę i dodaję do kanapek, sałatek, twarogu, pieczonych mięs i czego nie jeszcze. Oregano jest zielskiem, które spaceruje po ogrodzie według własnej woli. Czasem muszę to ograniczać, czyli po prostu wyrywam niepotrzebne siewki.

Koper też rośnie sobie, gdzie mu się podoba, sam się sieje z roku na rok. Niby mu na wiosnę pomagam i wysypuję na wiatr torebkę koprowych nasion :), ale to tylko z grubsza określa miejsce, w którym będzie rósł. Póki jest zielony, idzie na listki. Teraz będzie do kwaszenia ogórków. 

W tle na ostatnim zdjęciu wyżej widać macierzankę. 


U mnie macierzanka rośnie wyłącznie ozdobnie, korzystają też na tym pszczoły - moja babcia ścinała macierzankę, suszyła i popijała nasercowe herbatki. No ale to może trochę ryzykowne być, podobnie jak z wieloma nasercowymi zielskami. Nie polecam zatem spożywania macierzanki, niech se kwitnie, pachnie i daje miodek.

Krewnym macierzanki jest tymianek.


Tymianek w bardzo niewielkich ilościach dodaję do kanapek, twarogu, pieczeni i takich tam, czasem na zielono, czasem suszony. Ale nie suszę go dużo. W końcu też działa nasercowo, więc lepiej uważać. Niech se rośnie, kwitnie i pachnie. A, i pszczoły też go lubią. 

Tymianek ledwo wygląda spod dwóch krzaków melisy.


Melisę ścięłam chwilę po cpyknięciu zdjęcia i suszę ją na pachnącą, uspokajającą herbatkę. 

Podobne działanie, chociaż nieco inny zapach, ma kocimiętka. 


W celach konsumpcyjnych hoduję wysoką kocimiętkę, kwitnącą na biało. Mam też ozdobną niebieską niską, ale jej nie ścinam, nie suszę i nie piję. Kocimiętka też sieje się sama i rośnie, gdzie chce. BTW: nie zauważyłam, żeby jakoś działała na koty.

Co mi tam jeszcze zostało, o, lubczyk:


Lubczyk suszę jako przyprawę do zup, podobnie jak liście selera, ale robię to w maju-czerwcu, bo potem łapie go zaraza. Co już widać. 

Jest też szałwia. Lekarska. Tu w towarzystwie lawendy.


Lawendę traktuję wyłącznie dekoracyjnie, za to szałwia świetnie sprawdza się jako roślina gojąca wszelkie rany, ranki i zapalenia - zarówno w postaci świeżych wymiętych listków przykładanych na ranę, jak naparów z suszu do obmywania, a nawet namaczania chorych miejsc. Szałwii nie jem, nie lubię jej smaku. Można ją pić jako herbatkę. 

Na brzegach grządek rośnie szczypiorek.


Chyba przedstawiać go nie trzeba.

Z jednorocznych sadzę co roku bazylię.


Już jest ścięta, suszy się, będzie przyprawą do wszystkiego.

Na zielono zjadam rukolę.


Rukolę sieję, a potem wyrywam i zjadam za młodu. Przetrzymana raz na drugi rok strasznie mi zaszkodziła. Młoda jest ok. 

No i jest jeszcze dziurawiec, który przywędrował do mnie sam z łąki za ogrodowym płotem i oświadczył, że od tej pory on tu mieszka.


Ten też sieje się sam z roku na rok, wystarczy nie obciąć wszystkich kwiatów. Po ususzeniu herbatka z dziurawca pomaga na niestrawność i depresję. Ale ma silne działanie i też trzeba z nią uważać. 

Na koniec mięta. Miętę właśnie wycięłam i ledwie zaczęła odrastać. Mam jej kilka odmian.




Z miętą też jest taka zabawa, że potrafi sama chodzić po ogrodzie, wyrastać na środku ścieżki, na nie swojej grządce, często między kwiatkami. Nadaje się, oczywiście, na miętową herbatkę, zarówno ususzona, jak i ze świeżych listków. Świeże listki są też dekoracją deserów i składnikiem napitków przeróżnych.

Ziółka jednoroczne trzeba po prostu posiać, najlepiej na wiosnę. Niektóre wieloletnie zioła zameldowały się u mnie same, jak dziurawiec. Inne kupowałam w supermarketach jako ziółka doniczkowe i w większości przetrwały po wysadzeniu na grządki, raczej po 15 maja. Co mi przypomina: jednego roku kupiłam doniczkową kolendrę i zebrałam z niej nasiona. Mielę je i dodaję do przyprawy do pierników. 

I to chyba tyle w temacie ziołownika. Pozdrawiam,
czarownica. :P Właścicielka sowy. :) 

PS. Czarnego kota nie przewiduję.