niedziela, 11 stycznia 2026

po zaśnieżonym parku

 zaśnieżoną aleją

dobrnęłam do zaśnieżonego parku.





śnieg trochę sypał, trochę prószył


na chwilę, ale dosłownie na chwilę, wyjrzało słońce


a ja podziwiałam gawrony i kawki



stado gołębi


i jednego kosa.


Śniegu było wystarczająco dużo, ale nie jakoś strasznie dużo.







I już myślałam, że wszystko się przed śniegiem i w śniegu pochowało, kiedy zobaczyłam wiewiórę


i dzięcioła, chyba średniego, ale uciekł, zanim dał się zidentyfikować.


Wydeptując ścieżkę w śniegu zeszłam na dolny park.


I tu niemal uderzyłam zmarzniętym nosem w równie zmarzniętą wiewiórę.



Zrobiłam jej całą serię zdjęć, zagadując przyjacielsko wcale nie pod nosem, zanim zdecydowała się przerwać konsumpcję i odwrócić się do mnie ogonem.

Zeszłam nad zamarznięte starorzecze.








Tam przywitał mnie tylko mały, brązowy strzyżyk, ale uciekł za szybko dla migawki. Za to w nadbrzeżnych krzakach zdybałam kowalika



i parę sikor ubogich czy czarnogłowych, dla mnie to jeden pies, przepraszam, jedna sikora. Były tak schowane w gałęziach, że nie wiem, czy je widać. Tu widać gruby sikorzy brzuszek:


a tu łepek:


Bogatka tam nawet nie usiłowała się chować.


Było na tyle zimno, że zdecydowałam się wracać. 


Po drodze zatrzymała mnie kalina, jak czerwone światło :)




i już na blokowisku - kilka zaiste zimowych pojazdów :)))



poniedziałek, 5 stycznia 2026

mroźny spacer do portu

 Wiem wiem, od ostatniego wpisu minął prawie miesiąc, ale całą jesień przechorowałam, a potem było zimno, a potem były święta - i tak zeszło. 

A dziś byłam w porcie.


Było koło 14.00, czyli jak na początek stycznia wieczór.

W jedynym niezamarzniętym kawałku portu całe stado ptactwa. Czapla siwa




i czapla biała




i zatrzęsienie mew.



Na jednym z nielicznych zacumowanych w porcie stateczków przysiadł zimorodek - cudeńko płomiennozielone.


Poszłam wzdłuż brzegu Wisły.

Port zamarznięty na amen


Na głównym nurcie kra


i gągoły.



Słońce już bardzo, bardzo nisko. A wysoko na drzewie - wrona.


U nas nie ma wron, ta przeleciała z drugiej strony Wisły. Bo u nas może jest mróz, ale śniegu nie ma.


Jest za to kos:

Wracam, bo zimno strasznie. Na pożegnanie ostatnia czapla: