poniedziałek, 12 stycznia 2026

w poszukiwaniu niebieskości

 zastanawiałam się, jaki kolor byłby najtrudniejszy do znalezienia w zimie, i wyszło mi, że niebieski. A dziś okazało się, że wcale nie. :P






To moja droga do pracy. A dla pełni szczęścia, zaszczycił mnie dziś niebieski, a jakże, kowalik:


Ale żeby teraz nie wyszło na to, że wszystko mamy takie niebieskie:







No niebieskawe jest, bo ciągle wychodzę do roboty po ciemku, a zanim dobiję do domu, to też już robi się ciemno. 

niedziela, 11 stycznia 2026

po zaśnieżonym parku

 zaśnieżoną aleją

dobrnęłam do zaśnieżonego parku.





śnieg trochę sypał, trochę prószył


na chwilę, ale dosłownie na chwilę, wyjrzało słońce


a ja podziwiałam gawrony i kawki



stado gołębi


i jednego kosa.


Śniegu było wystarczająco dużo, ale nie jakoś strasznie dużo.







I już myślałam, że wszystko się przed śniegiem i w śniegu pochowało, kiedy zobaczyłam wiewiórę


i dzięcioła, chyba średniego, ale uciekł, zanim dał się zidentyfikować.


Wydeptując ścieżkę w śniegu zeszłam na dolny park.


I tu niemal uderzyłam zmarzniętym nosem w równie zmarzniętą wiewiórę.



Zrobiłam jej całą serię zdjęć, zagadując przyjacielsko wcale nie pod nosem, zanim zdecydowała się przerwać konsumpcję i odwrócić się do mnie ogonem.

Zeszłam nad zamarznięte starorzecze.








Tam przywitał mnie tylko mały, brązowy strzyżyk, ale uciekł za szybko dla migawki. Za to w nadbrzeżnych krzakach zdybałam kowalika



i parę sikor ubogich czy czarnogłowych, dla mnie to jeden pies, przepraszam, jedna sikora. Były tak schowane w gałęziach, że nie wiem, czy je widać. Tu widać gruby sikorzy brzuszek:


a tu łepek:


Bogatka tam nawet nie usiłowała się chować.


Było na tyle zimno, że zdecydowałam się wracać. 


Po drodze zatrzymała mnie kalina, jak czerwone światło :)




i już na blokowisku - kilka zaiste zimowych pojazdów :)))