Na karmnikach oprócz antygołębiowych klatek pojawiły się antygołębiowe zasłonki.
Na moim blokowisku obowiązuje formalny zakaz umieszczania czegokolwiek poza obrysem ścian, czyli na zewnętrznej fasadzie budynku. Dlatego w lecie skrzynki z kwiatkami mam w środku. A w zimie jeden karmnik stoi na szafce, a drugi - z fotopułapką - zamontowałam po wewnętrznej stronie lodżii. Bo fachowo pisząc, to ja mam lodżię, nie balkon.
Od paru lat moje karmniki lądują w klatkach z patyków i sznurka, bo niezależnie od istniejącego formalnego zakazu dokarmiania gołębi i kawek, które są miejską zmorą, wolę dokarmiać (i fotografować) ciekawsze ptaki, a kawki i gołębie wyżerały wszystko. Czasem ryzykując skręceniem szyi i urwaniem łba.
I właśnie dlatego są te wszystkie klatki i zasłonki, i muszę zawsze pamiętać, żeby żarcie podawać w taki sposób, żeby nie dało się go wyciągnąć na zewnątrz. Dzięki temu problem kawek i gołębi mam chwilowo z głowy.
i jakoś mnie to nie martwi.
Za to w karmniku mam kosa, który uważa się za jedynego władcę tych ziem
i wchodzi do klatek bez problemu.
i sikorka bogatka, który także pretenduje do roli jedynego karmnikowego suwerena i oczywiście w oczkach klatki się mieści
Ci dwaj między sobą rozstawiają po kątach całe ptasie towarzystwo, które ośmiela się tu czasem zajrzeć. A są to mazurki
Mazurki wchodzą do klatek, ale mają jakiś wrodzony talent do unikania kamerki. A jesli już się załapią, to kiepsko wychodzą.
No i przed sikorkiem muszą się chować.
Mam też kilka modraszek, czyli sikorek modrych
Czasami zalatuje do mnie osiedlowy dzięcioł duży:
Na nim klatka też jakoś nie robi wrażenia. Do dzięcioła nie podam linka, bo wpis o dzięciołach od dwóch lat czeka na utworzenie.
Całe to towarzystwo zajada ziarno słonecznika suche i wtopione w tłuszcz. Są też kule tłuszczowe kupione z sklepie i parę kawałków jabłka, którymi jednak mało kto się interesuje.
W cieplejszych momentach dnia wystawiam w podstawce do kwiatków ciepłą wodę do picia, ale zwykle natychmiast zamarza i też nie bardzo kto się nią interesuje. Wbrew temu, co wszem i wobec wypisują, że ptaki śniegu nie jedzą i giną bez wody, mój kos zażera się świeżym śniegiem aż miło. Myślę, że u nas na wschodzie Polski gdyby ptaki nie jadły śniegu, dawno by wyginęły wszystkie. Bo wody po prostu nigdzie nie ma. Jest śnieg i lód. A problem pojawia się wtedy, kiedy bierze mróz, a śniegu nie ma.





Ja (szczęśliwie) nie mieszkam w mieście, mam wkoło ogród i nieco lasu, gołębi i kawek nie ma (latem czasem przylatują sierpówki) , rozwieszamy na drzewach i krzewach jedzenie w blaszanych, kwaterkowych garnuszkach. I obserwuję z rozbawieniem spryt kosów - otóż z garnuszków wyjadają mniejsze ptaszki, przeważnie sikorki i zawsze sporo im wypada na ziemię (aktualnie na śnieg ;] ) a kosy spokojnie czekają na dole :)), samo im wpada ;).
OdpowiedzUsuńNiestety nie mam fotopułapek, oglądając Twoje fotoreportaże widzę , że jednak sporo tracę z wiedzy o życiu :).
Iwona
Nawet nie wiesz, jak ci zazdroszczę. A zakup fotopułapki proponuję rozważyć, byle nie w chińskim sklepie, bo wysiada bez zapowiedzi po dwóch-trzech miesiącach. Najlepiej ładowaną z baterii słonecznej. A, i dobrze by było, gdyby urządzenie z fotopułapką stało w zasięgu domowego wifi, bo większość teraz działa na aplikację z telefonu. W każdym razie przy kupowaniu trzeba o to zapytać.
Usuń