poniedziałek, 5 stycznia 2026

mroźny spacer do portu

 Wiem wiem, od ostatniego wpisu minął prawie miesiąc, ale całą jesień przechorowałam, a potem było zimno, a potem były święta - i tak zeszło. 

A dziś byłam w porcie.


Było koło 14.00, czyli jak na początek stycznia wieczór.

W jedynym niezamarzniętym kawałku portu całe stado ptactwa. Czapla siwa




i czapla biała




i zatrzęsienie mew.



Na jednym z nielicznych zacumowanych w porcie stateczków przysiadł zimorodek - cudeńko płomiennozielone.


Poszłam wzdłuż brzegu Wisły.

Port zamarznięty na amen


Na głównym nurcie kra


i gągoły.



Słońce już bardzo, bardzo nisko. A wysoko na drzewie - wrona.


U nas nie ma wron, ta przeleciała z drugiej strony Wisły. Bo u nas może jest mróz, ale śniegu nie ma.


Jest za to kos:

Wracam, bo zimno strasznie. Na pożegnanie ostatnia czapla:




niedziela, 7 września 2025

superktoś

 I znowu polazłam na spacer koło ZDUNGu.


Dziś nad chmielnikami latały ogromne stada gołębi





które przy bliższym poznaniu okazały się grzywaczami - chyba już zbierającymi się do odlotu.




Towarzyszyły im znacznie mniejsze stada szpaków






oraz parę sierpówek i sójek.


A także jeden młody łoś.

Łoś wyszedł na spacer na rżysko z rezerwatu.





Pobrykał, pobrykał, i wrócił do lasu.


W trawie zaczaił się zając. Wystawił tylko uszy


A w miejsce łosia-superktosia w cieniu rezerwatu zaczaiła się sarenka. Ledwie-ledwie widoczna.


Zupełnie inny kształt zwierzaka. 

Pierwszy raz aż tak długo widziałam łosia na wolności. Zdarzało się, że wyszedł, przeszedł ulicę tuż przed maską samochodu i znikł. Albo na moment zamajaczył w krzakach. Ten dziś wykonał popisowy taniec - no ok, nie przed moim nosem, miałam dobry aparat, no. Ten sam łoś zrobiony telefonem na maksymalnym zumie to zaledwie plamka.



Dlatego wolę aparat. :)

na sarenki

 Wczoraj, zmarnowana po całym dniu ślęczenia nad planem lekcji, wieczorem wyrwałam się pod ZDUNG. 


Akurat zachodziło słońce.


Wielkie i czerwone.


Pod rezerwatem jak cienie pojawiły się


sarenki.






Mrok z każdą chwilą gęstniał, zdjęcia przestały wychodzić. 



Kiedy wróciłam do miasta, noc była już ciemna.



A to Stara octownia, o której pisałam tu: :klik: