wtorek, 28 lipca 2026

wąwóz Parchatka

 Przedstawiam wąwóz Parchatka. Znajduje się na terenie administracyjnym jeszcze Puław, ul. Sybiraków, jadąc w kierunku Kazimierza w lewo od ul. Włostowickiej. 

(googlemaps)

W takim ujęciu wygląda nieciekawie, już trochę lepiej na zdjęciu satelitarnym:

(googlemaps)

A najlepiej prezentuje się w realu.

Wąwóz jest niedaleko karczmy Parchatka, na drodze na wprost na Skowieszyn - i może dlatego zwykle jest pomijany, bo turyści wybierają na ogół trasę szlakiem na Kazimierz, czyli ten skręt w prawo, w dół mapy za karczmą. Tam też są piękne wąwozy, ale o tym kiedy indziej. 

Zatem idziemy prosto za karczmą, piaszczystą i miejscami dość błotnistą po deszczu drogą. Po obu stronach ni to las, ni to krzaczory. I wtedy zaczyna się wąwóz Parchatka.


Wąwozy najczęściej zaczynają się zupełnie bez ostrzeżenia, ni z gruszki, ni z pietruszki. Czasem droga wpada w ciemną otchłań i to już jest wąwóz, a czasem na drodze widać taką czarną dziurę. 


I tam jest on.

Zaczyna się skromnie, niepozornie i niewidowiskowo.


Te ściany - chociaż na zdjęciu nigdy tego nie widać - są mniej więcej wysokości wzrostu człowieka. 


Kilkanaście kroków dalej robią się wyższe





i - wiem, że tego nie widać - kilkakrotnie przekraczają ludzki wzrost. Gałęzie, a nieraz i całe drzewa, powalone przez wiatr i leżące spokojnie na wierzchu wąwozu, nie przeszkadzają w przejeździe nawet wysokim maszynom rolniczym. 


W dnie wąwozu deszczówka wymywa malownicze wyrwy.




Na ścianach mamy plątaninę korzeni


i - szczególnie po prawej stronie idąc na Skowieszyn - przeciekawy układ pasków różnych odcieni lessu.


Można tu spotkać grzyby


i przeróżne nory i norki. 


Wąwóz jest na tyle szeroki, że średniej wielkości maszyna rolnicza przejedzie bez problemu. Drzewa - głównie liściaste, najczęściej graby i klony - rosną sobie po obu stronach na górze lessowej skarpy. I zamykają się nad głową zupełnie.


W wąwozie każdym i zawsze panuje specyficzny mikroklimat - przyjemnie wilgotny i chłodny, ponieważ nie ma tu za dużo światła słonecznego. 

Obok wąwozu Parchatka mamy całą sieć innych wąwozów, porośniętych lasem, zwykle bez prowadzących dołem dróg. Można do nich zajrzeć z góry.


Wąwozy zwykle kończą się na wysoko położonych zagajnikach i łąkach. Kiedyś były tu pola, czasem można nawet taką resztkę pól zobaczyć. Teraz coraz częściej ziemia leży odłogiem i powoli zarasta krzaczorami, a potem lasem.


Taką drogą pośród pól i zagajników można dojść do wsi. Wąwóz Parchatka wyjątkowo wytrwałego spacerowicza zaprowadziłby do Skowieszyna, z którego powrót do miasta jakimkolwiek transportem publicznym nie byłby ani banalnie łatwy, ani natychmiastowy. Lepiej więc zrobić w tył zwrot i wrócić wąwozem Parchatka do ulicy Sybiraków. 

niedziela, 14 czerwca 2026

zauważ rozwój biedronki

 Biedronkę każdy kiedyś widział. Ale to?


No właśnie. Jak ktoś kiedyś widział biedronkę, a czasami nawet dwie rozmnażające się biedronki, to efektem są małe, żółte jajka składane przez samiczkę pod spodem jakiegoś liścia. Z tych jaj wykluwa się maleńki aligator.



Nie mam pojęcia, dlaczego literatura porównuje te biedronkowe larwy do aligatorów. Dla mnie wyglądają na coś podobnego do tych maszyn, które w Diunie wykopywały na pustyni przyprawę :).

Larwy biedronki mogą różnić się umaszczeniem - widać to na zdjęciu dwóch zupełnie przypadkowych larw wyżej. Podobno najmłodsze larwy są ciemne, a potem podczas linienia (czyli zrzucania za ciasnej skóry z rosnącego w środku zwierzątka) robi się na nich coraz więcej cętek, plamek i pasków. Ubarwienie larw zależy też od gatunku biedronki. 

Taka biedronkowa larwa jest mięsożerna, nie obgryza żadnych liści, tylko żre mszyce i owadzie jajka (czasem swojego własnego gatunku - dlatego nie lubimy azjatyckich biedronek, bo potrafią zeżreć jajka naszych rodzimych biedronek, wygryzając je w ten sposób z hm własnego habitatu). Więc taka larwa żre sobie i rośnie, i zrzuca za ciasną skórkę tak ze 4 może razy. I za każdym razem jest trochę bardziej kolorowa.

No dobra. W pewnym momencie larwa zrzuca skórkę i pod skórką nie ma już większej larwy, tylko takie coś:



To jest biedronkowa poczwarka. Taka poczwarka przytwierdza się do liścia, nic już nie je, tylko intensywnie pracuje nad swoim życiem wewnętrznym (stąd założenie o dobroczynnym wpływie postu na życie wewnętrzne, hę?). Co dzieje się w środku poczwarki, tego tak do końca w sumie nie wiemy. Kiedyś myślano, że jeden zwierzak zmienia się spokojnie w drugiego zwierzaka na zasadzie przekształcania i rozbudowania tkanek i narządów. Potem myślano, że larwa rozpływa się w białkową zupkę, kompletnie się dezintegruje - i z tej zupki wyłania się owad dorosły. Ostatnio mówi się, że prawda leży pośrodku - w białkową zupkę rozpływają się te tkanki i narządy, które były potrzebne larwie, ale nie będą potrzebne dorosłemu owadowi. Natomiast niektóre organy i tkanki nie rozpływają się, tylko przekształcają i rozbudowują. Jak to jest naprawdę, jedna biedronka wie. 

 W każdym razie potem skórka poczwarki pęka, jest ściągana podobnie jak skórka liniejącej larwy - i ze środka wyłazi gotowa, dorosła biedronka.

Polecam krótki filmik (nie mój):


I akurat teraz jest u nas świetny czas na obserwowanie przeobrażenia biedronek.

poniedziałek, 8 czerwca 2026

młodziutkie bogatki

 przylatują do mnie do kąpieli.

O bogatkach więcej tu :klik:













Czyż nie przepiękne? :)

Wystawiajcie ptakom wodę w niskich, płaskich naczyniach. Proszę ja i bogatki.

niedziela, 7 czerwca 2026

grasz w różowe? :)

 Sprawdzam, czy czerwiec jest różowy - jak twierdzi Ola.

Sprawdzanie zaczynam przed blokiem. Pomijam różowe pelargonie, petunie w milionie odmian czy begonie i fuksje - nie będę po chamsku fotografować ludziom balkonów. Ale na trawniku kwitną różowe piwonie


a krzewiuszki (czyli wagleje) uginają się od różowych kwiatów.


A koniczyna wcale nie jest czerwona, tylko właśnie różowa.


Ciemnoróżowo kwitną niektóre spiree, czyli tawuły


i oczywiście róże.





O, jeszcze śnieguliczki.


A owoce pęcherznicy też jakieś takie różowe.


Zajrzałam nad starorzecze.


Nic różowego specjalnie nie zauważyłam, chyba że czerwonawe łepki kurczaków wodnych.


Zaraz zaraz - JEST! RÓŻOWY!!!


Idę w kierunku ogrodu. Różowe, różowe... powoje


i szczaw.


Wchodzę na ogród.
















Różowo miiii.... :)))